szablon.
Blog > Komentarze do wpisu
i'll take you on.

to pewnego rodzaju oszustwo, bo przeciez miałam zawiesić działalność, ale pisanie jest mi niezbędne jak tlen, nawet jeśli ma to byc pisanie tak marne. w zasadzie zapewne nikt tu nie trafi, a jeśli trafi to będzie to albo fanatyk, albo jebany fart. to czego boję sie nabardzie, co sprawia, że nie sypiam, albo budzę sie spocona w nocy, to myśl, że zostanę zaliczona do grona tych, którymi najbardziej gardzę, czyli tych zidiociałych, krótkowzrocznych, tandetnych i ograniczonych. z drugiej strony dość mam już ciągłego udowadniania komuś czegoś, że tak, tak mam jakąś wartość, że tak, tak jestem ładna, że tak, tak zyskuje przy bliższym poznaniu, że tak, tak jestem w stanie wypić wino na hejnał albo pięć setek bez przepijania pod rząd, że tak, tak lepiej wychodzi mi mówienie niż pisanie. 

było źle, potem było dobrze, potem znowu źle, teraz nastapiło katharzis. dokładnie wczoraj. przestałam się zastanawiać i denerwować, spłyneło to na mnie z nieba niczym duch święty i umieściło w samym środku kurewsko przyjemnego otępienia. rzuciłam się wprost w wir pracy, robię, cały czas robię, uczę sie na pamięć konstytucji, powtarzam materiał z historii, rozwiązuje testy, ćwiczę, poprawiam recenzję, potem śniadanie wpoł do 4, to wszytsko nie ma znaczenia, nie ma znaczenia i dlatego jest wspaniałe. nie chcę widzieć nikogo.

ostatnio odkryłam sekret our love to admire, który uratował je w moich oczach. fakt, interpol odciął kupon od tego co zrobił wczesniej, nie było tu nic niespodziewanego, co by porwało, raczej cos nowego na tej samej bazie, w zasadzie to samo, tylko trochę gorzej. bo się zlewa. i już czytałam jak wieszaja psy na interpolu, że nie było się czego innego spodziewać, bo od początku byli do dupy, ale to nie prawda [zupełnie nie rozumiem zachwytu nad editors i arcade fire -shit.]. i to nie dlatego, że jestem maniakiem, ale dlatego, że i z our love to admire da sie cos wykrzesać, mimo, że nie ma rewolucji. każdą z tych piosenek trzeba traktowac osobno, albo parami, ja to robię parami. nigdy nie przekonam sie i nie dosłucham do konca lighthouses i wrecking ball bo ciągna sie niznośnie, ale the scale + rest my chemistry i pace is the trick + all fired up dają radę. zdecydowanie na plus.

sobota, 22 grudnia 2007, pointlessnostalgic
Komentarze
2010/03/05 19:27:52
ja tu trafiłem... Masz jebany fart :) A tak na poważnie to podoba mi się jak piszesz :)